Medycyna metaboliczna przechodzi rewolucję.
Żyjemy w czasach, w których naukowcy dali nam do ręki broń atomową w walce z otyłością.
Agoniści receptora GLP-1 (semaglutyd) oraz podwójni agoniści GLP-1/GIP (tirzepatyd) to absolutny game-changer.
To nie jest kolejny „spalacz tłuszczu” z reklam na Instagramie, który działa tylko na portfel.
To potężna ingerencja w Twój układ hormonalny, w ośrodek sytości w podwzgórzu i w motorykę Twojego przewodu pokarmowego.
Ale mam dla Ciebie wiadomość, która może Ci się nie spodobać.
A jako że nie jestem tu od głaskania Cię po głowie, tylko od dowożenia efektów , powiem to prosto z mostu:
To, że masz w ręku karabin snajperski, nie czyni z Ciebie żołnierza. Jeśli nie umiesz strzelać, prędzej odstrzelisz sobie stopę, niż trafisz w cel.
Obserwuję to szaleństwo każdego dnia.
Ludzie traktują zastrzyki jak magiczną gumkę do mazania błędów żywieniowych z ostatnich 10 lat.
Wstrzykujesz lek, tracisz apetyt i myślisz, że „samo się zrobi„. Że biologia nagle przestanie obowiązywać, bo zapłaciłeś w aptece.
Gówno prawda.
Medycyna dała Ci narzędzie. Ale większość z Was używa go jak kuli u nogi, a nie jak trampoliny.
Jeśli Twoją jedyną strategią jest chemia, to jesteś pasażerem we własnym ciele.
A pasażerowie nie decydują o tym, gdzie kończy się podróż.
Często kończy się ona na stacji „Efekt Jojo„, „Skinny Fat” albo „Wrak Metaboliczny„.
Ten artykuł to Twój manual obsługi rzeczywistości na terapii inkretynowej. To 7 żelaznych zasad, których musisz się nauczyć, zanim lek przestanie działać. Bo kiedyś przestanie. Albo będziesz musiał go odstawić. I co wtedy?
Zostaniesz sam ze swoimi starymi demonami, tylko że w nieco mniejszym (i słabszym) ciele.
Chyba że przeczytasz ten tekst do końca i wdrożysz go w życie.
1. BRAK GŁODU TO NIE TWOJA ZASŁUGA. TO CHEMIA.
Zacznijmy od podstawy, której 90% pacjentów nie rozumie. To, że nagle potrafisz przejść obok piekarni i nie rzucić się na pączka, to nie jest efekt Twojej silnej woli.
To nie jest nagłe oświecenie duchowe ani wypracowany charakter.
To biochemia.
Lek symuluje działanie hormonów inkretynowych, które naturalnie wydzielają się po posiłku. Wysyła do twojego mózgu sygnał: „Jesteśmy pełni, nie szukaj jedzenia„. Dodatkowo spowalnia opróżnianie żołądka, więc fizycznie czujesz się napchany dłużej. To „wyciszenie szumu w głowie” (food noise) jest błogosławieństwem, ale też największą pułapką.
Dlaczego?
Bo brak apetytu nie zwalnia Cię z obowiązku odżywiania organizmu.
Widzę to nagminnie. Pacjent na Ozempicu je 800 kcal dziennie. I co gorsza, je to samo gówno, co wcześniej, tylko w mikroskopijnych ilościach. Kawałek pizzy zamiast całej. Pół drożdżówki zamiast trzech.
Myślisz, że to sukces?
To katastrofa.
Twój organizm to nie piec, do którego wrzucasz cokolwiek, byle się paliło. To wyrafinowana maszyneria biochemiczna, która do działania potrzebuje mikroskładników, witamin, minerałów, aminokwasów i kwasów tłuszczowych.
Jeśli drastycznie obcinasz kalorie (bo lek Ci na to pozwala) i nie dbasz o gęstość odżywczą, stajesz się mniejszą wersją chorego człowieka.
Niedożywienie jakościowe na lekach GLP-1 to plaga. Włosy wypadają garściami nie od leku, ale od braku żelaza, biotyny i białka. Cera szarzeje od braku witamin z grupy B i cynku. Energia spada, bo tarczyca (widząc głodówkę) zaciąga hamulec ręczny i obniża konwersję T4 do aktywnego T3.
Musisz wkładać pracę w jedzenie nawet wtedy , a zwłaszcza wtedy ,gdy nie czujesz ssania w żołądku. Jedzenie na terapii to nie przyjemność. To zadanie taktyczne.
Musisz dostarczyć paliwo premium, bo bak masz teraz o połowę mniejszy.
Każdy kęs musi mieć znaczenie.
Jeśli masz miejsce tylko na 1500 kcal, nie ma tam miejsca na puste kalorie.
2. WAGA BĘDZIE KŁAMAĆ (I TO PROSTO W OCZY)
Żyjemy w kulturze obsesji na punkcie cyfry na wadze. Wchodzisz na wagę codziennie rano, modląc się o wynik niższy niż wczoraj. A kiedy waga stoi (lub, o zgrozo, wzrośnie o 0.5 kg), wpadasz w panikę.
Piszesz do lekarza: „To nie działa, zwiększamy dawkę!”.
Zatrzymaj się.
Weź głęboki oddech.
I włącz myślenie.
Redukcja tkanki tłuszczowej (lipoliza i beta-oksydacja) to proces biochemiczny.
On zachodzi w tle, jeśli jesteś w deficycie kalorycznym,ale Twoja masa ciała to suma wielu zmiennych:
- Tkanka tłuszczowa (to, co chcesz stracić).
- Tkanka mięśniowa (to, co chcesz zachować).
- Treść jelitowa (kupa, mówiąc wprost – a na GLP-1 zaparcia są normą).
- Glikogen (zapas cukru w mięśniach).
- WODA.
Leki inkretynowe wpływają na gospodarkę wodną. Stres (kortyzol) wpływa na retencję wody. Cykl miesięczny u kobiet to wahania rzędu 1-3 kg samej wody.
Możesz spalić w tydzień 0.5 kg czystego tłuszczu (świetny wynik!), ale zretencjonować 1 litr wody z powodu stresu, słonego posiłku czy niewyspania.
Waga pokaże +0.5 kg.
Czy przytyłeś? Nie.
Czy proces działa? Tak.
Czy Twoja psychika to wytrzyma? To zależy od Ciebie.
Nieliniowość jest wpisana w naturę. Nie panikuj. Nie reaguj emocjonalnie na dane, które są zaszumione.
Przestań patrzeć tylko na wagę.
Patrz na obwody.
Patrz na to, jak leżą ubrania.
Patrz na skład ciała.
Jeśli jesteś w deficycie, tłuszcz spada.
Fizyki nie oszukasz, ale jeśli będziesz nerwowo reagować na każdy zastój, sam podniesiesz sobie kortyzol i zablokujesz efekty.
Rób swoje. Wynik przyjdzie.
3. SZYBCIEJ WCALE NIE ZNACZY LEPIEJ. (KULT „OZEMPIC FACE”)
Wszyscy jesteście cholernie niecierpliwi. Przez 10 lat pracowałeś na swoją otyłość, jedząc byle co i nie ruszając się z kanapy, ale teraz, gdy masz zastrzyk, chcesz to odkręcić w 4 tygodnie.
Chcesz tracić 5 kg tygodniowo?
Proszę bardzo.
Biologicznie jest to możliwe. Ale cena, którą za to zapłacisz, będzie wysoka. Witaj w świecie „Ozempic Face„.
Co to jest? To termin ukuty przez dermatologów w USA.
Kiedy chudniesz zbyt szybko, tracisz nie tylko tłuszcz z brzucha, ale też podskórną tkankę tłuszczową z twarzy, która stanowi „rusztowanie” dla skóry.
Efekt?
Twarz zapada się, wygląda na starszą, zmęczoną, a skóra wisi jak na psie rasy Shar Pei. To samo dzieje się na brzuchu, ramionach i udach.
Skóra to organ elastyczny, ale ma swoje limity adaptacji.
Jeśli spuścisz powietrze z balonu w sekundę, guma będzie pomarszczona.
Jeśli będziesz spuszczać powoli, struktura ma szansę się przebudować (choć też do pewnego stopnia).
Ale estetyka to pikuś przy zdrowiu metabolicznym.
Szybka utrata wagi to ogromny stres dla wątroby (musi przerobić te wszystkie uwolnione kwasy tłuszczowe) i dla pęcherzyka żółciowego (kamica żółciowa to częsty skutek uboczny rapid weight loss).
Realne, bezpieczne i trwałe tempo to 0.5% do 1% masy ciała tygodniowo.
Lek ma Ci pomóc kontrolować ten proces, a nie zamienić Cię w wysuszony szkielet. Cierpliwość to jedyny suplement, którego Ci brakuje.
Jeśli chudniesz za szybko , paradoksalnie –,musisz jeść więcej.
Tak, dobrze przeczytałeś.
Musisz zwolnić, żeby dojechać do mety w jednym kawałku.
4. BIAŁKO ALBO ŚMIERĆ (TWOJEJ SYLWETKI)
Dochodzimy do najważniejszego punktu tego manifestu.
Jeśli zapamiętasz z tego tekstu tylko jedną rzecz, niech to będzie to: Na lekach GLP-1 tracisz mięśnie w zastraszającym tempie, jeśli nie będziesz o nie walczyć.
Dlaczego? Ewolucja.
Kiedy jesteś w dużym deficycie kalorycznym (a na leku jesteś), Twój organizm szuka oszczędności.
Mięśnie są metabolicznie drogie w utrzymaniu.
Zużywają dużo energii nawet, gdy leżysz.
Tłuszcz jest tani w utrzymaniu.
Dla Twojego pierwotnego mózgu mięśnie w czasie głodu to luksus, na który go nie stać.
Organizm zaczyna „zjadać” własne mięśnie, żeby pozyskać aminokwasy do procesów życiowych (glukoneogeneza).
Efekt? Spada waga.
Cieszysz się.
Ale spada tłuszcz I mięśnie.
Po roku odstawiasz lek.
Wraca apetyt (często ze zdwojoną siłą – efekt wilczego głodu), ale masz teraz MNIEJ mięśni niż na początku, a mniej mięśni to wolniejszy metabolizm spoczynkowy.
Więc tyjesz szybciej. Tłuszcz wraca, ale mięśnie same nie wracają.
Kończysz z wagą wyjściową, ale gorszym składem ciała.
Jesteś Skinny Fat , czyli otłuszczony wewnętrznie, słaby, sflaczały, z insulinoopornością gorszą niż przed kuracją.
Rozwiązanie jest proste, ale wymaga dyscypliny.
- Białko jest królem. Nie obchodzi mnie, że „nie masz ochoty na mięso”. Białko to Twój lek. Musisz dostarczyć minimum 1.6g do 2g białka na kilogram należnej masy ciała.
- Nie możesz zjeść steka? Pij. Odżywka białkowa (WPI/WPC) to nie sterydy dla koksów. To izolowana żywność. To narzędzie. Jeśli nie jesteś w stanie wcisnąć kurczaka, wypij szejka.
- Trening Oporowy. Samo białko nie wystarczy. Musisz dać mięśniom sygnał: „Jesteście mi potrzebne do przetrwania!”. Ten sygnał to podnoszenie ciężarów. Nie spacer. Nie joga. CIĘŻARY.
Na GLP-1 trening siłowy nie jest opcją.
Jest receptą.
Tak samo ważną jak sam zastrzyk.
5. NUDNOŚCI TO CENA BILETU DO LEPSZEGO ŻYCIA
Czytasz ulotkę i włos jeży się na głowie.
Nudności, wymioty, biegunki, zaparcia, zgaga, odbijanie „siarką”.
Brzmi jak opis tortur, a nie terapii. Wielu ludzi rezygnuje po pierwszym tygodniu, bo „źle się czuli”.
Słuchaj uważnie.
Wprowadzasz do organizmu potężną substancję, która zmienia motorykę Twoich jelit. Spowalnia pasaż treści żołądkowej. Twój organizm musi się zaadaptować.
To nie koniec świata.
To fizjologia.
To cena biletu.
Czy kiedy idziesz na ciężki trening i masz zakwasy, to rezygnujesz ze sportu? Nie, uznajesz to za część procesu.
Tutaj jest tak samo.
Większość skutków ubocznych wynika z błędów użytkownika:
- Jesz za dużo na raz. (Żołądek opróżnia się wolniej, więc jak go przeładujesz, zwróci treść).
- Jesz tłusto. (Tłuszcz dodatkowo spowalnia trawienie – idealny przepis na mdłości).
- Jesteś odwodniony. (Leki odwadniają, a odwodnienie potęguje zmęczenie i zaparcia).
Dyskomfort jest tymczasowy. Efekt ma być trwały.
Zamiast płakać w poduszkę, dostosuj taktykę.
- Masz zaparcia? Błonnik, woda, magnez, więcej ruchu.
- Masz mdłości? Imbir, mniejsze porcje, unikanie smażonego.
- Jesteś zmęczony? Elektrolity i sen.
Przetrwaj okres adaptacji.
Nie użalaj się nad sobą.
Twoje ciało uczy się nowej rzeczywistości.
Daj mu czas.
6. PERFEKCJA TO WRÓG. SPÓJNOŚĆ TO PRZYJACIEL.
Często spotykam podejście „Wszystko albo Nic”.
Skoro biorę ten drogi lek, to muszę mieć dietę z pudełka co do grama, trenować 5 razy w tygodniu i być mnichem fitnessu.
A po 3 tygodniach pękasz, zjadasz pizzę i stwierdzasz, że „wszystko zmarnowane”, więc rzucasz dietę w cholerę.
Nie musisz być robotem.
Lek daje Ci coś, czego wcześniej nie miałeś: Margines Błędu.
Wcześniej jeden „cheat meal” mógł wywołać lawinę obżarstwa trwającą tydzień (binge eating).
Teraz, dzięki lekowi, zjesz kawałek pizzy i poczujesz sytość. Nie rzucisz się na całą blachę.
Wykorzystaj to!
Spójność bije perfekcję na głowę.
Lepszy jest rok działania na 80% normy ,jedzenia zdrowo, ale z miejscem na życie, na wyjście ze znajomymi, na gorszy dzień , niż miesiąc perfekcyjnego reżimu na 100%, po którym następuje załamanie i powrót do starych nawyków.
Buduj nawyki, które są utrzymywalne.
Zastanów się: „Czy jestem w stanie jeść w ten sposób za 2 lata, kiedy już nie będę brał leku?”.
Jeśli odpowiedź brzmi „NIE” (bo dieta jest zbyt restrykcyjna, niesmaczna, dziwna), to znaczy, że robisz to źle.
System musi być dostosowany do Ciebie, a nie Ty do systemu.
7. CO ZROBISZ, GDY ODSTAWISZ? (THE ENDGAME)
To jest pytanie, którego boisz się najbardziej.
„Czy będę musiał brać to do końca życia?„
Medycyna mówi: otyłość to choroba przewlekła, więc leczenie też powinno być przewlekłe.
Być może tak.
Wielu pacjentów będzie potrzebowało dawek podtrzymujących przez lata.
Rzeczywistość jest taka, że leki są drogie, bywają niedostępne, albo po prostu nie chcesz być całe życie uzależniony od igły.
Jeśli Twoją jedyną strategią jest strzykawka, to po zakończeniu terapii wrócisz do punktu wyjścia z nawiązką.
Statystyki są bezlitosne: większość ludzi odzyskuje 2/3 utraconej wagi w rok po odstawieniu leku.
Dlaczego?
Bo nie zbudowali SYSTEMU.
Bo nie zmienili TOŻSAMOŚCI.
Bo polegali na ZEWNĘTRZNEJ kontroli apetytu, nie pracując nad WEWNĘTRZNYM zarządzaniem środowiskiem.
Teraz, gdy głód nie przeszkadza, gdy nie masz w głowie ciągłego „food noise”, masz idealny czas na pracę nad fundamentami. To jest Twoje okienko transferowe.
- Naucz się, jak komponować posiłki, które dają sytość (objętość, białko, błonnik).
- Naucz się zarządzać stresem bez jedzenia (stres nie zniknie po odstawieniu leku).
- Zbuduj nawyk treningowy, który wejdzie Ci w krew.
- Napraw sen.
Kiedy odstawisz lek, głód wróci.
To pewne.
Jeśli będziesz mieć silne fundamenty, silne mięśnie (które palą kalorie), nawyk jedzenia białka (które syci) i higienę życia, to będziesz gotowy na to starcie.
Jeśli zmarnujesz ten czas ciszy metabolicznej na oglądanie seriali i jedzenie mniejszych porcji fast-foodu, przegrasz tę wojnę.
Leki inkretynowe to narzędzie.
Jak młotek.
Możesz nim zbudować dom (zdrowe, silne ciało na lata). Albo możesz rozwalić sobie palec (zniszczyć metabolizm, stracić mięśnie i skończyć z zaburzeniami odżywiania).
Różnica nie leży w leku. Lek dla wszystkich jest ten sam. Różnica leży w Twoim podejściu.
Fit Maker Centrum to nie miejsce na szukanie dróg na skróty.
Tu budujemy formę na fundamentach prawdy, a nie marketingu.
Dostałeś od medycyny szansę.
Dostałeś „kredyt zaufania” od własnego organizmu. Wykorzystaj go mądrze.
Wykorzystaj ten czas ciszy.
Zbuduj fundamenty.
Naucz się jeść. Naucz się trenować. Pokochaj białko. Zaakceptuj proces.
Bo pewnego dnia recepta się skończy.
I zostaniesz sam ze swoimi starymi demonami.
Upewnij się, że będziesz wtedy na tyle silny, żeby spojrzeć im w twarz i powiedzieć: „Już tu nie rządzicie„.
Pura Vida.
CO DALEJ?
Jesteś na terapii i czujesz, że błądzisz we mgle? Boisz się, co będzie „po„?
A może po prostu chcesz wycisnąć z tego leku 100% potencjału, a nie tylko zredukować cyferki na wadze kosztem zdrowia?
Nie zostawiam Cię z tym samego.
W Fit Maker Centrum specjalizujemy się w prowadzeniu pacjentów stosujących leki inkretynowych, łączymy farmakologię ze strategią żywieniową i treningową.
Jeśli chcesz konkretny plan:
- Jak jeść, żeby nie tracić mięśni.
- Jak trenować, żeby budować piec metaboliczny.
- Jak suplementować, żeby łagodzić skutki uboczne.
To kwestionariusz do Fit Maker Centrum znajdziesz po prawej stronie.
