Dlaczego za rok będziesz dokładnie w tym samym miejscu? (Brudna prawda, której nikt Ci nie powie)
Dlaczego za rok będziesz dokładnie w tym samym miejscu? (Brudna prawda, której nikt Ci nie powie)
Spójrz w kalendarz.
Dzisiaj jest ten dzień.
Dzień, w którym znowu obiecujesz sobie, że "tym razem będzie inaczej".
Że od poniedziałku, że od pierwszego, że jak tylko skończy się ten projekt w firmie, jak tylko dzieci pójdą do szkoły, jak tylko przestanie padać…
Mam dla Ciebie wiadomość, która może zaboleć.
Jeśli nie zmienisz swojego oprogramowania w głowie, za rok o tej samej porze będziesz stał dokładnie w tym samym miejscu.
Z tym samym brzuchem. Z tą samą frustracją. Z tym samym poczuciem, że życie przecieka Ci przez palce.
Tylko starszy, bardziej zmęczony i z jeszcze większym bagażem wymówek.
To nie jest pesymizm. To statystyka. To biologia. To brutalna logika, której tak bardzo starasz się unikać, uciekając w objęcia marketingu obiecującego cuda.
Usiądź wygodnie.
To nie będzie krótki wpis motywacyjny.
To będzie operacja na otwartym sercu Twoich nawyków.
Będzie bolało. Ale to jedyny ból, który leczy.
BIOLOGIA NIE NEGOCJUJE Z TERRORYSTAMI
Żyjemy w kulturze natychmiastowości.
Klikasz – masz. Zamawiasz – dostajesz.
Jesteśmy pokoleniem, które dostaje ataku paniki, gdy strona ładuje się dłużej niż 3 sekundy.
Ten sam toksyczny pośpiech próbujesz przenieść na swoje ciało.
Chcesz w 30 dni naprawić to, co psułeś przez ostatnie 10 lat?
Chcesz w miesiąc schudnąć, zbudować mięśnie, naprawić jelita, wyregulować kortyzol i jeszcze mieć energię na maraton?
Może frytki do tego?
Spójrzmy prawdzie w oczy:
Forma w 30 dni to bzdura.
To kłamstwo, za które płacisz najwyższą walutą , własną frustracją.
Kiedy kupujesz ten "magiczny plan", w rzeczywistości kupujesz bilet na karuzelę porażek. Bo Twoje ciało ma gdzieś Twoje ambicje.
Twoja fizjologia nie zna pojęcia "deadline w korporacji".
Jeśli wrzucasz białą koszulę do pralki i program trwa godzinę i czterdzieści minut, to czy stoisz nad pralką i walisz głową w obudowę, żeby przyspieszyła?
Czy krzyczysz na bęben, żeby wirował szybciej?
Nie.
Bo wiesz, że proces wymaga czasu, że chemia i mechanika muszą zadziałać.
Dlaczego więc, do cholery, traktujesz swój organizm gorzej niż pralkę?
Biologia to surowy księgowy.
Nie obchodzi jej Twoje "chcę na wczoraj".
Nie obchodzi jej, że masz wesele za dwa tygodnie albo wakacje w lipcu.
Jeśli próbujesz wymusić na niej tempo, którego nie jest w stanie obsłużyć, ona Cię zniszczy.
Przestań negocjować.
Nie jesteś w pozycji siły.
Jesteś zakładnikiem własnej niecierpliwości.
CZAS I TAK UPŁYNIE. TO JEDYNA STAŁA W TWOIM RÓWNANIU.
Słyszę to ciągle: "Ale to zajmie tyle czasu… Dwa lata, żeby zbudować sylwetkę? Rok, żeby naprawić zdrowie? Nie mam tyle czasu."
Naprawdę?
A co masz zamiar robić przez ten czas?
Zatrzymaj się na chwilę i przetraw to zdanie:
Ten czas i tak upłynie.
Niezależnie od tego, czy zaczniesz dzisiaj, czy nie zrobisz absolutnie nic , za rok będzie ta sama data.
Zegar tyka tak samo dla milionera, dla bezdomnego, dla olimpijczyka i dla Ciebie siedzącego na kanapie.
Czas nie czeka na Twoją "gotowość".
On nie robi przerw na Twoje "gorsze dni".
Masz dwie opcje. Tylko dwie.
Zacząć teraz, powoli, nieudolnie, i za rok być w zupełnie innym miejscu – zdrowszym, silniejszym, mądrzejszym.
Zacząć za rok (bo przecież zawsze "od jutra") i być w tym samym punkcie, albo nieco gorszym.
Wybór należy do Ciebie, ale nie używaj argumentu czasu jako tarczy.
Bo czas jest neutralny.
To Ty nadajesz mu wartość swoimi decyzjami.
GENETYKA BUDUJE SAMOCHÓD, TY WCISKASZ GAZ
Wszyscy kochamy zrzucać winę na "złe geny". To takie wygodne. To zdejmuje z nas odpowiedzialność. "Jestem gruby, bo mam grube kości". "Nie mam kondycji, bo w mojej rodzinie nikt nie ćwiczył".
Zdejmijmy tę maskę ofiary.
Owszem, genetyka istnieje.
Nie każdy urodził się, by być Usainem Boltem czy Arnoldem Schwarzeneggerem. Genetyka to Twój samochód.
Jeden dostał Ferrari, inny starego Passata, a jeszcze inny czołg.
Ale to TY jesteś kierowcą.
To Ty trzymasz kierownicę. I to Ty, każdego dnia, decydujesz, jak mocno wciskasz gaz i w którym kierunku jedziesz.
Każdy śmieciowy posiłek, który wrzucasz w siebie bez refleksji.
Każda zarwana noc na scrollowaniu TikToka.
Każda impreza, po której dochodzisz do siebie przez trzy dni.
Każda używka.
To wszystko to dociskanie pedału gazu w samochodzie, który jedzie prosto w stronę przepaści.
Możesz mieć genetykę greckiego boga, ale jeśli będziesz prowadził jak samobójca, rozbijesz się na pierwszym zakręcie.
Z drugiej strony , możesz mieć "słaby" samochód, ale jeśli będziesz o niego dbał, serwisował go (sen, regeneracja) i tankował najlepsze paliwo (jedzenie), dojedziesz dalej niż ci z Ferrari, którzy zatarli silnik.
Twoje ciało to nie loteria.
To wynik Twoich codziennych wyborów.
Przestań obwiniać inżyniera, który zaprojektował auto, i naucz się w końcu prowadzić.
Nie szukaj Twojego prawa jazdy w kolejnej paczce laysów, tam go nie znajdziesz.
ICH WYSTAWA SKLEPOWA VS TWOJE BRUDNE ZAPLECZE
Internet zniszczył naszą percepcję rzeczywistości.
Otwierasz Instagram i widzisz: idealne ciała, idealne śniadania, uśmiechniętych ludzi, którzy o 5:00 rano wyglądają jak milion dolarów.
Patrzysz na nich.
Potem patrzysz na siebie ,spoconego, zmęczonego, z bałaganem w kuchni.
Czujesz się gorszy. Czujesz, że coś z Tobą jest nie tak.
Błąd.
Porównujesz swoje brudne zaplecze z ich wystawą sklepową.
Oni pokazują trailer filmu.
Najlepsze ujęcia, wyselekcjonowane momenty, odpowiednie światło, filtry.
Ty żyjesz w procesie kręcenia tego filmu.
Widzisz duble, pomyłki, kable na podłodze i zmęczoną ekipę.
To, co widzisz w social mediach, to szum informacyjny. To iluzja.
Zrozum to: Ty żyjesz w procesie.
Patrz na swoją kartkę. Tam jest Twoja robota do wykonania.
Czy zrobiłeś dzisiaj trening?
Czy zjadłeś to, co miałeś zjeść?
Czy poszedłeś spać o normalnej porze?
Tylko to się liczy.
Reszta to hałas.
Wyłącz go, zanim zagłuszy Twój własny głos rozsądku.
Porównywanie się do innych to najszybsza droga do zabicia własnej motywacji.
Bądź swoim własnym punktem odniesienia.
Czy jesteś lepszy niż wczoraj?
Tyle wystarczy.
MATEMATYKA SUKCESU: +1 LUB -1
Ludzie myślą, że sukces to seria genialnych, spektakularnych dni, że musisz codziennie dawać z siebie 100%, być maszyną, cyborgiem bez uczuć.
Bzdura.
Perfekcjonizm to wróg postępu.
Nie ma dni neutralnych.
Każdy dzień to prosta matematyka.
Każdy wybór to +1 (krok do przodu) albo -1 (krok w tył).
Zjadłeś zdrowo? +1.
Olałeś trening i zjadłeś pizzę? -1.
Poszedłeś spać wcześniej? +1.
Kluczem nie jest zdobycie 100 punktów każdego dnia.
Nikt tego nie potrafi.
Jesteśmy ludźmi, nie robotami.
Kluczem jest to, żeby na koniec tygodnia, miesiąca, roku bilans nie był ujemny.
Dobra wiadomość jest taka, że nie musisz być idealny.
Możesz mieć gorszy dzień. Możesz mieć dzień na poziomie "-1", ale jeśli następnego dnia zrobisz "+1", wracasz do gry.
Przestań dążyć do perfekcji.
Szukaj dodatniego bilansu.
To zdejmuje z barków ten cholerny ciężar "muszę być idealny" i pozwala po prostu działać.
PLAN NA CZAS SZTORMU
Większość ludzi ma plan idealny na idealne warunki.
"Będę biegać codziennie rano" – zakłada plan.
I ten plan działa świetnie, kiedy świeci słońce, ptaszki śpiewają, a Ty jesteś wyspany.
Ale co się stanie, kiedy przyjdzie listopad? Kiedy będzie ciemno, zimno i będzie lało? Kiedy wstaniesz z bólem głowy, a dziecko będzie chore?
Wtedy Twój "idealny plan" rozpada się jak domek z kart.
Nie potrzebujesz planu na słoneczne dni. Wtedy każdy głupi potrafi trenować.
Potrzebujesz planu, który wykonasz w najgorszy dzień swojego życia.
Kiedy nie masz nastroju.
Kiedy szef Cię wkurzył.
Kiedy Ci się po ludzku nie chce.
Pytanie brzmi: czy Twój system przetrwa sztorm?
A po 15 latach w tej branży jednego jestem pewien, sztorm nadejdzie.
Zawsze nadchodzi. Życie to sinusoida.
Jeśli Twój plan działania opiera się tylko na "motywacji" i "dobrym samopoczuciu", to nie masz planu.
Masz życzenie.
Zbuduj nawyki z betonu, nie z plasteliny.
Takie, które przetrwają trzęsienie ziemi.
NUDA JEST TWOIM PRZYJACIELEM
Czekasz na fanfary? Na konfetti? Na ten moment, kiedy niebo się otworzy i spłynie na Ciebie "wielki przełom"?
Nie będzie fajerwerków. Nie będzie złotej karocy i białego konia.
Sukces to nuda.
Sukces to nudne, powtarzalne, mało sexy wybory.
To jedzenie tego samego.
To podnoszenie tych samych ciężarów.
To kładzenie się spać o tej samej porze.
Nuda przeraża. Ludzie nienawidzą nudy. Dlatego szukają emocji ,nowych diet, nowych suplementów, "tajnych metod", "rosyjskich systemów treningowych".
Skaczą z kwiatka na kwiatek, szukając dopaminy, szukając nowości.
I kiedy Ty tracisz czas na poszukiwanie "świętego graala", ktoś inny ,może mniej utalentowany, może z gorszą genetyką, mozolnie posuwa się do przodu.
Krok po kroku. Dzień po dniu. W nudzie. W ciszy.
On wygrywa, bo po prostu działa. Ty przegrywasz, bo szukasz rozrywki, a nie efektów.
Przestań szukać magii w nowych metodach.
Magia jest w robieniu prostych rzeczy przez nieprzyzwoicie długi czas.
WIESZ WYSTARCZAJĄCO DUŻO. ZAMKNIJ SIĘ I RÓB.
"Muszę jeszcze poczytać o oknie metabolicznym."
"Muszę sprawdzić, jaki magnez najlepiej się wchłania."
"Muszę znaleźć idealne buty do biegania."
Gówno musisz. To tylko prokrastynacja przebrana za "przygotowanie".
Nie sabotuje Cię brak wiedzy. Przeczytałeś już wszystko. Internet pęka w szwach od darmowej wiedzy. Wiesz, że warzywa są zdrowe. Wiesz, że ruch jest potrzebny. Wiesz, że sen jest ważny.
Wiesz wystarczająco dużo, żeby zacząć.
Problem w tym, że wiedza bez działania jest bezwartościowa.
Jest jak biblioteka na plecach osła ,osioł niesie mądrość, ale nadal jest osłem.
Potrzebujesz zacząć i robić ,konsekwentnie.
Wiem, to nie brzmi sexy. To nie jest hasło, które sprzeda miliony e-booków, ale taka jest prawda.
Konsekwencja masakruje perfekcję.
RACHUNEK Z ODSETKAMI
Szukasz łatwiejszej drogi? Myślisz, że możesz oszukać system?
Mam złą wiadomość.
Łatwiej było wczoraj.
Dziś jest ten moment, w którym płacisz rachunek z odsetkami.
Za każde "odpuszczę sobie".
Za każde "YOLO".
Za każde "a co mi tam, raz się żyje".
Twoje ciało prowadzi księgowość dokładniejszą niż Urząd Skarbowy. Każde zaniedbanie wraca. Ból pleców, brak energii, oponka na brzuchu, zadyszka przy wchodzeniu na drugie piętro – to są Twoje podatki od "nie martwię się tym, co będzie jutro".
Chcesz zmiany? Zaakceptuj dyskomfort.
Dyskomfort treningu jest mniejszy niż dyskomfort choroby.
Dyskomfort trzymania diety jest mniejszy niż dyskomfort patrzenia w lustro z obrzydzeniem.
Wybierz swój trud. Bo łatwo już nie będzie.
EPILOG
Wiem, że to, co napisałem wyżej, brzmi twardo. Może nawet okrutnie.
Czułeś się atakowany, czytając te słowa?
Dobrze.
To znaczy, że trafiłem w czuły punkt.
To znaczy, że gdzieś w głębi duszy wiesz, że mam rację.
Musisz wiedzieć jedną rzecz.
Piszę to, bo wierzę w Ciebie bardziej, niż Ty wierzysz w siebie.
Wiem, że jest Ci ciężko. Wiem, że masz pracę, rodzinę, kredyt i milion spraw na głowie. Wiem, że bycie konsekwentnym w dzisiejszym świecie to akt heroizmu.
Nie musisz robić wszystkiego idealnie.
Nie musisz od jutra stać się sportowcem wyczynowym.
Nie musisz rezygnować ze wszystkiego, co lubisz.
Wystarczy, że zaczniesz.
Działaj. Tylko tyle.
Codziennie, małymi krokami.
Bez dramatu. Bez biczowania się za potknięcia. Bez negocjacji z samym sobą.
Bez szukania poklasku w social mediach.
Zrób to dla siebie. Nie dla lajków, nie dla plaży, nie dla kogoś.
Zrób to, żeby za rok stanąć przed lustrem, spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć: "Było ciężko, było nudno, ale, cholera jasna, dałem radę".
Zacznij dzisiaj. Nawet jeśli będzie to tylko 10 minut spaceru. To Twój "+1".
Twoja droga zaczyna się teraz.
Pura Vida.
