Kamila zgłosiła się do Fit Maker Centrum, żeby opanować spadki cukru. Jadła posiłek, a godzinę później przychodziły zmęczenie, senność i mgła mózgowa. Chciała wreszcie poczuć się lepiej.
Podczas współpracy zmienialiśmy ilość jedzenia, dopasowywaliśmy ją do aktywności i szukaliśmy rozwiązań, które sprawdzą się w jej codziennym życiu. Ważną częścią tej pracy były wiadomości między konsultacjami. To w nich Kamila zgłaszała, co się poprawiało i co znów zaczynało jej dokuczać.
Miesiące na oparach
Sama określała ten czas jako „wegetację”. Od miesięcy brakowało jej sił, pojawiały się migreny i zawroty głowy, a energia w ciągu dnia raz rosła, raz spadała. Odpuściła treningi, choć wcześniej sport był jej żywiołem.
Spała po 7–8 godzin, a wstawała tak, jakby w ogóle nie odpoczęła. Do tego dochodziły nocne wybudzenia, które ciągnęły się miesiącami.
W wywiadzie pojawiły się też długi deficyt kaloryczny, intensywne treningi i przebyta infekcja. Uwzględniliśmy ten kontekst przy układaniu planu. Zależało nam na opanowaniu spadków cukru i poprawie jej codziennego funkcjonowania.
Kontakt także między konsultacjami
Konsultacje prowadziła Paulina. Między spotkaniami Kamila mogła zgłaszać pytania i trudności naszemu zespołowi na WhatsAppie. Przy pierwszych aktualizacjach planu byliśmy w kontakcie nawet co dwa dni, żeby monitorować sytuację.
Kamila sama informowała nas o złym samopoczuciu i spadkach cukru. My dopytywaliśmy o szczegóły: jak wyglądają jej poranki, czy od ostatniej aktualizacji zmieniła się aktywność. Te odpowiedzi pomagały nam zrozumieć, co trzeba uwzględnić przy kolejnej zmianie planu.
Sześć posiłków do pogodzenia ze zwykłym dniem
Z czterech posiłków przeszliśmy na sześć mniejszych, jedzonych częściej. Zależało nam przy tym, żeby jedzenie było łatwe i szybkie w przygotowaniu. Sześć posiłków miało się zmieścić w jej dniu, bez godzin spędzonych w kuchni. W toku współpracy korzystaliśmy między innymi z koktajli i odpowiednio zbilansowanych przekąsek.
Przyjrzeliśmy się też porankom. Kamila zaczynała dzień od kawy zaraz po przebudzeniu. Śniadanie pojawiało się dopiero wtedy, gdy znalazła wolną chwilę w pracy. Pracowaliśmy więc nad tym, żeby wcześniej zjadła pierwszy posiłek, a kawę wypiła po nim.
Po pierwszych zmianach lepiej spała, miała więcej siły i znów nabrała ochoty na rower. Po długiej przerwie wracała do aktywności.
Kilka dni poprawy, a potem znowu spadki
W pewnym momencie Kamila zgłosiła, że od kilku dni czuła się lepiej, ale cukier niespodziewanie znów zaczął spadać.
Dopytaliśmy, czy zwiększyła aktywność fizyczną. Okazało się, że tak. Lepsze samopoczucie sprawiło, że zaczęła dokładać wysiłku.
Ta informacja była istotna dla kolejnej korekty. Zwiększyliśmy kaloryczność, żeby uwzględnić większe zapotrzebowanie na energię i wspierać stabilizację cukru. Wraz z kolejnymi treningami stopniowo podnosiliśmy też ilość węglowodanów, nadal korzystając z produktów o niskim indeksie glikemicznym.
Po aktualizacjach dalej obserwowaliśmy samopoczucie i występowanie spadków. Plan uzupełniliśmy również o suplementację z myślą o wyciszeniu.
Kiedy pojawiły się wzdęcia i dyskomfort
W toku współpracy pojawiły się też wzdęcia, dyskomfort i uczucie przejedzenia przy większej ilości jedzenia. Dopasowywaliśmy więc także formę posiłków, korzystając z płynnych i półpłynnych.
Próbowaliśmy również doraźnego wsparcia suplementacyjnego. Suplement jej nie służył, więc go wycofaliśmy. Zmiana formy posiłków przyniosła ulgę.
Plan ma pasować do człowieka także wtedy, gdy oznacza to wycofanie własnego zalecenia. Dlatego informacja, że coś Kamili nie służy, była dla nas podstawą do kolejnej decyzji.
Efekt po niecałych czterech miesiącach
Po niecałych czterech miesiącach współpracy glikemia Kamili była ustabilizowana: przez dwa tygodnie z rzędu nie było spadków cukru. Zgłaszała bardzo dobre samopoczucie w tym obszarze.
Ustały również nocne wybudzenia, które ciągnęły się miesiącami. Wróciła do sportu, z którego wcześniej musiała zrezygnować.
Dlaczego zwiększanie kalorii miało swój koniec
Kiedy glikemia się ustabilizowała, zniknął powód do dalszego zwiększania kalorii w związku ze spadkami cukru. Jednocześnie pojawiły się sygnały nadwyżki kalorycznej, w tym wzrost masy ciała.
O korekcie zdecydowały te dwie informacje razem. Zaczęliśmy delikatnie, stopniowo zmniejszać kaloryczność. Celem było utrzymanie poprawy przy ilości jedzenia lepiej dopasowanej do aktualnych potrzeb Kamili.
W tej historii kolejne zmiany zaczynały się od tego, co Kamila nam zgłaszała. Naszym zadaniem było dopytać, połączyć informacje i dostosować zalecenia. Tak wyglądało indywidualne podejście w praktyce: w kontakcie między konsultacjami, szybkich posiłkach do przygotowania i reakcjach na to, jak Kamila się czuła.
